Kolejny długi weekend w Water Sports Center już za nami. Było upalnie, ale niestety bezwietrznie. Prażyliśmy się na słońcu, jeździliśmy na wake’u i skimach. W momentach, gdy delikatnie dmuchnęło, można było pobujać się na windsurfingu albo trochę pożeglować. Większość czasu minęło nam jak zwykle na zabawie. Tej na wodzie i oczywiście na lądzie.

Testowaliśmy nowe gadżety LF’a – party coach i party island. Sprawdzaliśmy, czy batut wybija poprawnie, a nawet graliśmy w siatkówkę. Przyjechało do nas mnóstwo znajomych. Zarówno fascynatów, jak i podchodzących do wszystkiego chilloutowo zajawkowiczów. Grono było naprawdę spore.

AGATA I TYCJAN

Agata pływa na windsurfingu od dwóch lat. Podchodzi do niego bez spinki, traktuje go bardziej rekreacyjnie. Nie przeszkadza jej to, że nad zatoką czasami nie wieje, a jak już powieje – to mocno. Na półwysep przyjeżdża, bo uwielbia jego klimat i luźną atmosferę campingów. Poza tym imprezy są tu lepsze niż na Ibizie. Tycjan śmiga na kajcie od 4 lat. Lubi pływać tam, gdzie nie ma tłoku. Dlatego jeśli ma wybrać między Tarifą a Chałupami, wybierze te drugie. Plany na najbliższe dni to ogarnąć s-banda, a z uwagi na nocne maratony po beachbarach, nie będzie to wcale takie łatwe.

MARIUSZ

Wraz z ekipą z Bydgoszczy są fanami naprawdę dużej mocy. Od zeszłego sezonu zakochani są w skuterach wodnych, na których spędzają prawie całe dnie. Za cel w tym roku postawili sobie nauczyć się pływać na wake’u. Po trzech dniach śmigali już prawie jak zawodowcy.

KRZYSZTOF VEL ŚLIWA

Windsurfingiem para się od 4 lat. Lubi pobujać się na desce w rytmie dobrej muzyki, którą zawodowo tworzy za plackami gramofonu. Sporadycznie grywa w sopockim Sfinksie i na surferskich imprezach. W długi weekend był na wodzie dwa razy i mało już mu brakuje do rozpływania. Lubi wave’a, ale od strony morza bywa tylko w beachbarach. Głównie dlatego, że sprzęt ciężki i nieporęczny, a falochrony też niebezpieczne.

MAKO & PAWEŁ

Pretendujący do miejsca na podium w najbliższych zawodach trójmiejscy skimboardziści. Na półwysep przyjeżdżają od lat. Na skimie ślizgają się od dwóch sezonów. Ulubione spoty to Dębki – przy spływie Piaśnicy oraz plaże półwyspu. Wieczorami stali bywalcy „Piekarni”.

TOMEK & WIOLA

Zaparkowali swoje motocykle w bazie tylko na chwilę. Jak zwykle zabiegani, chcieli szybko sprawdzić, czy przypadkiem nie dmucha. Tomek pod koniec zeszłego sezonu był zaledwie kilka godzin na wodzie. Pół zimy spędził na Mauritiusie, gdzie ponoć wieje przez 9 miesięcy w roku. Pokazywał foty, miejsce rewelacyjne, ale chyba pełne rekinów :(. Bardzo ciekawy jestem jego progresu. Wiola dopiero myśli o własnym 6-metrowym latawcu. Umówiła się już z nami na kurs. Czekamy…

MARCIN

Na co dzień liczy spokojnie cyferki, aby w weekend poszaleć z latawcem. Nic nie jest dla niego niemożliwe, a najbardziej lubi oldscholowe latawce i ich power. Dużo czasu spędza w podróżach – ostatnio odwiedził Kubę i Boracay, gdzie poznał kilka miłychspotów. Zima zdecydowanie rozwojowa. Czas poszaleć w mastersach na Ford Kite Cup.

AISHA

Wszędzie jej pełno, ale to cały jej urok. Zobaczyć jej roześmianą twarz na wodzie to znak, że następny trick uda się na pewno. Asia jeździ na kajcie od pięciu lat. Ostatnio często bywa na Rodos, gdzie wraz z biurem podróży Elare organizuje wypady kite’owe.

ŁUKASZ, A TAKŻE NEY

Kiteboarding uprawia od 2004 roku. Ulubiona miejscówka kite’owa to Chałupy 6. Niestety, kiedy przeniósł się z „3miasta” do Warszawy, może odwiedzać je jedynie w weekendy. Spocik ten lubi w szczególności za równy zachód. Jako że to dość często spotykany u nas kierunek, potrafi jednak wiać niezmiernie nierówno.

KAJA & ASIA

Nieogarnięte kursantki naszej szkółki kite’owej. Statystycznie zgarniają 90 proc. bezwietrznych dni i pecha. Uwaga, gdy zobaczysz je w drodze nad morze, bądź pewien, że nie będzie wiało albo coś za chwilę zepsują. Jeśli zobaczysz je na wodzie, nie zastanawiaj się – uciekaj…

Niedziela była bardzo leniwa. Wszyscy od rana przysypiali na leżakach wzdłuż plaży. Nietrudno było rozpoznać, kto dopiero wrócił z imprezy, a kto grzecznie w nocy poszedł spać. Nieliczni tylko mieli ochotę na wake’a, a dziewczyny nawet nie chciały słyszeć o przejażdżce na party coach. Pomimo braku wiatru, bawiliśmy się wspaniale. W te kilka dni przewinęło się u nas naprawdę sporo osób. Poznaliście tylko małą część z nich. Ale nie przejmujcie się, to nic straconego, sezon się zaczyna…

Autor: Mariusz Korlak

Zapoznaj się z ofertą WaterSportsCenter: