Snowkite – uprawianiu tej dyscypliny sprzyja pewny śnieg, wiatr oraz piękna pogoda. W grudniu w przełęczy Col du Lautaret występują właśnie takie optymalne warunki. To specyficzne miejsce nadaje się doskonale zarówno do wysokich lotów oraz do freestyle’u. Impreza rozpoczynała się 15 grudnia 2007 r. i trwała tydzień. My postanowiliśmy się na nią wybrać polsko-czeską ekipą.

Podróż

Warszawę opuściliśmy w piątek, 14 grudnia, po południu razem z moim bratem „Smokim” i ekipą filmową Dzida.com – „Eską” i „Mlecznym”. Musieliśmy jeszcze pojechać do Szczyrku odebrać na wyjazd gadżety z fabryki Nobile. Polskę opuściliśmy pod wieczór i wjechaliśmy do Czech. Za Brnem spotkaliśmy się z naszymi czeskimi kolegami, „Murphym” i „Galasem”.

Stamtąd już prosto uderzyliśmy do Francji przez Austrię, kawałeczek Niemiec i Włochy. Po 18 godzinach ze wsparciem red bulla byliśmy we Francji. Gdy jechaliśmy obwodnicą Turynu, przywitał nas bardzo miły widok – wyłoniły się całe zaśnieżone Alpy.

Drogi we Francji to już same serpentyny, tunele i mimo że mieliśmy do pokonania tylko 60 km, zajęło nam to ponad dwie godziny. W sobotę wieczorem w końcu dojechaliśmy do La Grave, wspaniałej francuskiej miejscowości położonej 10 km od spotu.

To tam mieliśmy załatwiony elegancki 9-osobowy apartament z kuchnią i kominkiem. Zaraz po nas dotarła reszta ekipy prosto z Kaunertal – „Marrio”, „Lechu” i „Kryniu”. W komplecie przeprowadziliśmy delikatny melanżyk i poszliśmy na rekonesans po miasteczku. Potem już każdy był tak zmęczony, że prędziutko udaliśmy się spać.

16 grudnia - dzień 1

Obudziliśmy się o 8.30, niedziela przywitała nas bezchmurnym niebem i delikatnym wiaterkiem, a do tego było dość ciepło. „Murphy” wszystkich strasznie poganiał, więc śniadanie zjedliśmy w trybie ekspresowym i ruszyliśmy na spot. Byliśmy tam jako pierwsi, bo nikt nie miał takiej spinki i ciśnienia na jazdę w takich warunkach jak my.

Dla Francuzów to codzienność. Wiatr na dole spotu był bardzo słaby i mieliśmy problemy ze startem latawców. „Murphy” zabrał mi Mante 10 m i jako pierwszy popędził. Ja chciałem pojeździć na 9 m Ozone Instinct Sport, lecz słaby wiatr sprawił, że musiałem wziąć 13 Frenzy i wejść trochę pod górę.

Tam wiało nieco mocniej i po chwili oczekiwania wiatr był już wystarczający, żeby wystartować kite’y. Po pewnym czasie na spocie pojawiła się legenda tego sportu – Chasta, francuski mistrz świata w snowkite’cie. Stary wyga pokazał, że dokładnie zna ten spot i wie, jak należy jeździć w takich warunkach.

Zaraz po południu dołączyły również inne gwiazdy światowego snowkite’a, Sigve Botnen i Bjorn Kaupang z Norwegii. Tego dnia „Murphy” zademonstrował kilka wysokich lotów, mnie udało się zrobić blind judge’a, a Sigve pokazał świetny styl.

Jednak wielkim zaskoczeniem tego dnia był „Gigi”, latający na Flexifoilu, który sfrunął z samego wierzchołka góry i jego lot trwał minutę i 24 sekundy. W czasie lotu zdarzyła się niespodziewana przygoda, złożył się latawiec i wszyscy zwątpili w raidera. Na szczęście „Gigi” wszystko kontrolował i z powodzeniem udało mu się wylądować. Wszyscy byli pełni podziwu. Potem organizatorzy zaprosili wszystkich na pyszne barbecie i pojechaliśmy na kwaterę.

17 grudnia - dzień 2

Kiedy się obudziliśmy rano, od razu wiedzieliśmy, że będzie to dzień dobrego wiatru. W La Grave, gdzie spaliśmy, wiało już mocno, więc kolejny raz szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na spot. Na miejscu okazało się, że wiatr jest dużo mocniejszy niż poprzedniego dnia i możemy wziąć mniejsze latawce.

Nie było już tak pięknego słońca, ale mimo to chwilami wyglądało zza chmur. Wziąłem Mante10 m i poszedłem na górę. Po krótkiej rozgrzewce zacząłem robić coraz konkretniejsze tricki, dołączyła reszta ekipy i jeździliśmy razem. Na spocie pojawił się również obecny wicemistrz świata w snowkite’cie Remi Meum.

W międzyczasie odbywały się zawody, w których – w konkurencji freestyle snowboard – zwyciężył Gulieme Chastagnol, a we freestyle’u ski – Bjorn Kaupang. Wszystko na bieżąco filmowała ekipa Dzida.com i mają naprawdę dobre ujęcia.

Mnie udało się tego dnia zrobić kilka kiteloopów hp oraz mega tigerloop i byłem bardzo zadowolony. Na następny dzień zaplanowano podwójną eliminację w tych zawodach oraz best trick. Ponadto prognoza mówiła, że ma być piękna słoneczna pogoda i nieco lżejszy wiatr.

18 grudnia - dzień 3

Znów obudziliśmy się wcześnie rano i od razu pojechaliśmy na spot, bo musiałem dokonać formalności związanych z zapisem na zawody i na szczęście wszystko się udało – pozwolili mi startować. Kolejny raz nie było żadnej chmurki na niebie, ale też i wiaterek był znikomej siły.

Napompowaliśmy z „Murphym” Ozone Sporty 9 m, myśląc, że wyżej wiatr będzie mocniejszy. Wdrapaliśmy się nieco i wystartowaliśmy. W strefie zawodów cały czas było za mało wiatru i start był odwlekany.

Postanowiliśmy z operatorem Dzida.com, że spróbujemy nagrać jakieś ujęcia przy tak pięknej pogodzie. Na początku jeździł z „Murphym” i nagrywali kolejne ujęcia. Potem dojechałem do nich i udało mi się zrobić „313”. Koło południa przyjechała światowa czołówka, czyli Remi Meum, Bjorn Kaupang i Sigve Botnen, i wspólnie jeździliśmy.

Znów udało się zrobić dobre zdjęcia i kolejny materiał wideo. Niestety, wiatr zaczął siadać i coraz trudniej się jeździło, więc zjechaliśmy do samochodów i udaliśmy się w stronę kwatery. Ten dzień zaowocował sporą ilością materiału i chłopcy w drodze powrotnej mieli super freeride już bez latawca, przy czym troszkę się pogubiliśmy.

19 grudnia - dzień 4

Piękna pogoda we Francji była chyba codziennością, ponieważ i ten dzień kolejny raz powitał nas bezchmurnym niebem. Po szybkim śniadanku, jak co dzień, udaliśmy się na spot. Tego dnia miała się odbyć podwójna eliminacja, czym byliśmy bardzo podekscytowani i chcieliśmy powalczyć.

Po dotarciu na miejsce okazało się, że wiatru praktycznie nie ma, więc nikt specjalnie się nie spieszył. Z godziny na godzinę podmuchy się nasilały. Wreszcie organizatorzy zdecydowali się rozegrać best trick w formie 30-minutowego expression session, które wygrał Sigve Botnen wysokim kiteloopem hp.

Jeździłem na 11 m Ozone Instinct Sport, a „Murphy” na 13 m Sporcie i to ja miałem zdecydowanie za mało mocy, żebym mógł pokazać wszystko, co potrafię. W rezultacie „Murphy” zajął 3. miejsce, a ja 8. Byliśmy zadowoleni. Wieczorem wybraliśmy się do restauracji „Le Frog”, w której co wieczór zbierali się zawodnicy oraz organizatorzy na wspólne piwko.

Wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że po godzinie wróciliśmy na kwaterę. Jednak nie obyło się bez przygód po drodze. W połowie drogi z „Le Frog” do La Grave trasa została zablokowana, ponieważ okazało się, że kilka minut wcześniej zeszła w tym miejscu lawina i musieliśmy czekać, aż śnieg zostanie usunięty.

20 grudnia - dzień 5

To był ostatni dzień naszego pobytu i na nasze szczęście dopiero teraz zaczęła psuć się pogoda. Rano było pochmurnie i nic nie wiało, więc pierwszy raz się nie spieszyliśmy. Spokojnie zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy na spot. Tam nie było jeszcze nikogo, wiatru również nie było.

Delikatne podmuchy zaczęły się pojawiać dopiero koło południa, ale ich siła nie była wystarczająca do dobrej i satysfakcjonującej jazdy. Niektórzy bardziej zdesperowani próbowali swoich sił, ale ze średnim powodzeniem.

Na spocie pojawił się mistrz świata w snowkite’cie Romain Fabretti i większość dnia spędziliśmy na wymianie z nim poglądów. Po południu zebraliśmy się ze spotu i pojechaliśmy na kwaterę spakować się. Pod wieczór wyjechaliśmy z La Grave i udaliśmy się w kierunku Polski.

Był to bardzo owocny – zarówno w nowe znajomości, jak i nowe doświadczenia – wyjazd. Wszyscy mamy nadzieję, że uda nam się tam wrócić za rok. Chciałbym bardzo podziękować za pomoc moim sponsorom, firmom Ozone, Nobile i Brunotti oraz firmie Red Bull za wsparcie energetyczne.

Filip Dymkowski „Batman”

Zapoznaj się z ofertą WaterSportsCenter: