Ostatnie dni roku zapowiadały się bardzo leniwie. Mocno wiało jedynie przez moment po powrocie z Rodrigues. Na domiar złego okazało się, że w trakcie naszej wycieczki na drugą wyspę archipelagu Maskarenów dmuchało dobrze i równo przez całe dwa tygodnie. Zatem przez kolejne prawie pół miesiąca jeździliśmy po wyspie w poszukiwaniu wiatru…

Naszą wycieczkę zaczęliśmy od pięknie wysuniętego na zachód wyspy wybrzeża rejonu Black River. Trafiliśmy tam do Flic en Flac – kurortu turystycznego zwanego kreolskim Costa del Sol. Do hoteli z lotniska przylatuje się zazwyczaj helikopterem, a noc w czterogwiazdkowym ośrodku kosztuje powyżej 500 euro.

Niestety, wiatr był dość nierówny, ale trochę mocniejszy niż w Le Morne. Duży kite z pewnością dałby radę, lecz miałem tylko 12-metrowego c-shapa. Na otarcie łez wybraliśmy się na rejs łodzią ze szklanym dnem, a dziewczyny dodatkowo spróbowały wake’a.

Kolejnym ciekawym spotem na zachodnim wybrzeżu jest Trou aux Biches. Przy północnym wietrze, który wieje przy okazji każdego cyklonu, mamy tam podmuch wzdłuż bądź do brzegu. Podobnie jest w Grand Baie – tu możemy napotkać tłumy turystów. Kierunek wiatru jest tu prawie zawsze do brzegu.

Na wschodnim brzegu godnym polecenia jest rejon Flacq, szczególnie plaża Belle Mare. W pozostałych częściach znajdują się jedynie skaliste wybrzeże i liczne niemiłe wyrastające nagle z wody niespodzianki.

Według mnie najlepsze spoty na Mauritiusie znajdują się w Le Morne zaraz za Indian Resort oraz przy Mistralu. Jednakże, aby nie polegać wyłącznie na mojej opinii, postanowiłem zasięgnąć języka w lokalnych szkółkach kite’owych i zdobyć informacje typu, gdzie, kiedy, jak i za ile… bo przez dwa miesiące pobytu na Mauritiusie kite’owałem i obserwowałem.

Nie tylko zwracałem uwagę, czy przy wysokim skoku nie wyląduję na rafie. Przyglądałem się szkółkom kite’owym. Sposobie ich pracy, podejścia do kursanta, przekazywania wiedzy i zapewniania bezpieczeństwa.

Przez cały ten okres nie zauważyłem żadnej niebezpiecznej sytuacji. Kite’y stosunkowo rzadko lądowały na pobliskich drzewach, a zupełnie początkujący po tygodniowym kursie bez problemu pływali w obie strony. Wybrałem trzy szkółki, o których chciałbym wam opowiedzieć. Różnią się sposobem pracy i trafiają w różne gusta…

DODO KITESCHOOL

Dodo to spasiony i niezgrabny nielot podobny do gołębia, którywyginął w XVII wieku. Na świecie jest symbolem głupoty i niszczycielskiej siły człowieka oraz najsłynniejszym towarem eksportowym Mauritiusa.

Szkółkę Dodo prowadzą lokalesi z rejonu Black River. Troszkę spasieni są, ale na pewno na wodzie nie sąniezgrabni. Działają od ponad 6 lat, a wspierani są przez Northa, na którego też sprzęcie szkolą.

Podstawowe kursy odbywają się na c-shapach, a bardziej zaawansowani dostają do zabawy Vegasy – North bow kite. Niestety, w Dodo Kite nie ma dużego wyboru desek – uczą jedynie na twin-tipach. Ulubiony styl jazdy chłopaków z Dodo to wakestyle & wake riding. Fascynują ich wysokie skoki i moc kiteloopów.

Szkolą na wszystkich poziomach nauczania. Współpracują też z IKO. W ofercie prócz szkoleń początkowych można znaleźć wszelkiego rodzaju wycieczki po spotach oraz downwindy. Któż lepiej zna wyspę, prądy, płycizny i rafy niż lokalesi?

Do asekuracji w takiej podróży posiadają motorówkę. Podstawowe szkolenia odbywają się na spocie w Le Morne, gdzie można uczyć się podstaw, freestyle’u oraz jazdy na fali.

YOANEYE

Nazywane również wcześniej F-Oneye, działa od początku zeszłego roku. Pomimo niedługiego stażu szkółka rozwija się prężnie, a jej oferta jest bardzo bogata. Jest to niewątpliwie zasługą jej założyciela Yoanna. Zajmuje się on nauką kiteboardingu od niemal 9 lat.

Przez długi czas szkolił na wybrzeżach rodzimej Francji, w Egipcie (Ra Sudr) i na Dominikanie (Cabarete). Doświadczenie ma bardzo duże, to zresztą widać na pierwszy rzut oka.

Yoann odwiedził wiele miejsc na świecie zanim zdecydował się otworzyć szkółkę na Mauritiusie. Zauroczył go wulkaniczny krajobraz wyspy oraz niesamowite spectrum możliwości uprawiania kiteboardingu.

W każdej chwili możesz pojeździć tu na różnej wielkości falach, a jeśli tylko masz ochotę na freestyle, odpływasz od rafy w kierunku brzegu, gdzie wszędzie jest idealnie płaska woda.

W Yoaneye uczą na najnowszym sprzęcie F-One – nowych latawcach o kształcie delta-shape. Posiadają również latawce stricte szkoleniowe oraz szeroki wybór desek od twin-tipów po surfboardy.

Oferta szkoleniowa to oczywiście podstawowe kursy typu: początkujący, zaawansowany, ale również lekcje freestyle’u, jazdy na falach, downwind oraz lekcje prywatne (ceny w tabeli).

Yoann pochodzi z centralnej Francji z rejonu Clermont Ferrand. Od 15 lat jest również instruktorem narciarstwa. W kiteboardingu pasjonuje go wave, z uwagi na adrenalinę, oraz freestyle. Jego  ulubionym trickiem jest kite loop handle pass.

Zawody zwykle odpuszcza, jednakże w zeszłym roku na Mauritiusie zdobył pierwsze miejsce we freestyle’u. Za najlepszy spot uważa Le Morne ze względu na bezpieczeństwo oraz płytką i płaską wodę. Gdy nadchodzi flauty, szef organizuje wycieczki górskie oraz wspinaczki skałkowe.

MISTRAL CLUB

Każdy, kto lubi niemiecki porządek i precyzję, powinien wybrać Mistral Club. Baza w Le Morne mieści się zaraz obok Indian Resort, a powstała niecałe 6 lat temu. Znajduje się tam szeroka plaża, na której bez problemu można lądować i startować latawce. Niestety, woda nie jest płytka i miejsce te również z uwagi na prądy oceaniczne uważane jest za spot dla zaawansowanych.

Często można spotkać tu światowej sławy rajderów, obok których śmigają niewiele słabsi lokalesi. Oferta Mistrala nie odbiega od innych szkółek. Można w niej znaleźć lekcję kiteboardingu na wszelkiego rodzaju poziomach i warunkach.

Jeśli do czasu wyjazdu nie zrealizujesz kursu, możesz go kontynuować  w którejkolwiek z pozostałych 15 baz Mistrala na świecie. Interesujący jest też pakiet „joker”, w ramach którego można korzystać zarówno z lekcji kite’a, windsurfingu oraz surfingu.

Baza zaopatrzona jest w najnowszy sprzęt Northa i jest go tak dużo, że nie ma żadnych problemów z wypożyczaniem. Ponadto, korzystając z programu surf and more, zbierasz punkty przy następnej obecności.

Szkolenia prowadzone są na głównym spocie za Indian Resort. Tam też spotkałem Alexa związanego z Mistralem od ponad dwóch lat. Ceni go sobie za profesjonalizm oraz dobrą zabawę, jaką daje mu ta praca. Kolejnym plusem Mistral Clubu to możliwość korzystania z dobrego sprzętu, rozwoju oraz częste podróże.

Alex pochodzi z Korsyki. Kiteboarding uprawia od trzech lat. Prócz rodzimej Francji pracował również w Mistralu w Ras Sudr oraz Cape Verde. Najbardziej do gustu przypadł mu jednak Mauritius. Głównie dlatego, że można tu trenować wszystkie możliwe style jazdy, a od kwietnia do końca listopada wieje prawie cały czas.

Alex w kiteboardingu uwielbia wszystko – od wysokich skoków old school po jazdę na falach i freestyle’owe handle passy, które należą do jego ulubionych.

Reasumując, Mistral jest klubem w którym znajdziecie odrobinę komfortu. Yoaneye to szkółka z bardzo dobrą techniką i chyba najlepszym doświadczeniem. Dodo Kite to klimat lokalesów i przepięknych okolic Mauritiusa. Na pewno znajdziecie coś dla siebie.

Autor:  Mariusz Korlak