Tegoroczny listopad zapisał się temperaturą nieznacznie poniżej normy i przechodzącym, obfitującymi w wilgotne powietrze, frontami atmosferycznymi. Dzięki takiemu układowi pogody na południu Polski zaczął sypać śnieg, na który po zeszłorocznej, słabej zimie wszyscy ze zniecierpliwieniem czekali.
W plecakach leżał już przygotowany sprzęcik, a czas spędzaliśmy na oglądaniu filmów snowkite’owych i sprawdzaniu prognoz pogody. Wreszcie 15 listopada stwierdziliśmy, że jest szansa na złapanie kilku dni wyżowej pogody. Szybkie pakowanko i jedziemy we trzech – ja, Filip i Marrio. Za cel podróży obraliśmy Karpacz i po sześciu godzinach podróży byliśmy na miejscu.
Śniegu na dole było sporo,
więc o pokrywę śnieżną na górze nie musieliśmy się martwić. Pierwszy dzień sezonu na snowkite’cie można uznać za całkiem udany, choć widoczność nie przekraczała 200 m. Wiatr w sam raz na latawce 10–12 m. Śnieg idealny do freeride’u, w ilości takiej, że cała kosodrzewina, w miejscu, w którym jeździliśmy, była przykryta.
Następny dzień przyniósł wiatr o prędkości 20–30 węzłów i jeszcze gorszą widoczność, ale że nie przyjechaliśmy tylko „spacerować” w śniegu po pas, to zaliczyliśmy sesyjkę na 5-metrowym latawcu. Całkiem ciekawe przeżycie – latawiec było widać tylko chwilami.
Trzeci dzień na górze to pełna plaża. Słońce, wszędzie dookoła biało i niebo bez żadnej chmurki. Totalny relaks. Cisza taka, że aż w uszach trzeszczało. Wiatr oscylował cały czas między 0 a 6 węzłów i za nic nie chciał powiać mocniej.
Gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, przez grań powoli zaczęły przelewać się chmury, a wraz z nimi powietrze drgnęło.
Wiatromierz ożył.
Zaczęło wiać i mieliśmy piękną sesję o zachodzie słońca. Filip zaczął od razu trzaskać kiteloopy przeplatane co chwila wysokim, stylowym blindjudgem. Marrio rozkoszował się swoim latawcem na tle pomarańczowego nieba ze świecącym księżycem.
Śmigaliśmy prawie 3 godzinki, aż zrobiło się zupełnie ciemno. Zabraliśmy plecaki i zjechaliśmy kiteloopami szlakiem pod samo schronisko. Po zjeździe byliśmy tak nakręceni, że prawie od razu chcieliśmy wracać na spot na nocną sesję. To był ostatni dzień jazdy. Następnego dnia przyszedł kolejny niż i nie pozostało nic innego, jak wrócić do domu.
Dziesięć dni później
znów nadarzyła się okazja, żeby złapać kilka dni ładnej pogody, więc długo się nie zastanawialiśmy i pojechaliśmy trochę pojeździć. Tym razem wybraliśmy się z Filipem, „Eską” i „Mlecznym” w okolice Nowego Targu, gdzie jest kilka dobrych spotów snowkite’owych.
Chcieliśmy trochę potrenować na płaskim, więc jako pierwszy spocik wybraliśmy lotnisko aeroklubu w Nowym Targu. Warunki były „prawie” idealne. Słoneczko świeciło, wiaterek powiewał, jedynie śnieg był strasznie tępy i wolny.
Plan minimum został zrealizowany, aczkolwiek trening nie był specjalnie owocny ze względu na siłę wiatru. Po tak pięknym dniu nie pozostało nam nic innego, jak udać się na Krupówki. Rano pobudka i wyjazd w poszukiwaniu wiatru. Według prognoz miało być 12–15 węzłów, a nawet gałązka nie chciała drgnąć. Kierując się w stronę Babiej Góry, coraz bardziej zaczynaliśmy się zastanawiać,
czy uda nam się chociaż odpalić latawce.
Pod samą granicą wjechaliśmy na wzniesienie i nagle okazało się, że wyżej wiatr jest. I jest go całkiem sporo. Dokładnie tyle, ile było w prognozie. Po 20 minutach wszyscy mieliśmy latawce w powietrzu i zaczęła się jazda. Panorama robiła wrażenie. Przed sobą mieliśmy całe Tatry, Zbiornik Orawski i Babią Górę.
Wiatr był nierówny, więc jeżdżenie w mocno kopnym i ciężkim śniegu było niezbyt komfortowe. Wszyscy byli megazadowoleni i podekscytowani jeżdżeniem w takich warunkach. Na koniec tego zacnego dnia pojechaliśmy jeszcze sprawdzić warunki na lotnisku, mając nadzieję na wieczorną freestyle’ową sesję, jednak nic nie wiało.
W związku z tym zapakowaliśmy się do samochodu, kupiliśmy oscypa na drogę i do domu. Po powrocie okazało się, że prognozy na nadchodzące tygodnie nie są obiecujące i po śniegu na nizinach pozostanie wspomnienie. Niebawem Snowkitemasters i może dopiero tam ujrzymy znowu śnieg.
Autor: Mariusz Korlak
Zapoznaj się z ofertą WaterSportsCenter:
- szkoleń kitesurfingu, windsurfingu, wakeboardingu, e-foil
- rejsów/transferów kitesurfingowych na Suche Rewy – najlepszy spot kite na Półwyspie Helskim.
- jazdy na bananie bądź skuterach wodnych
- wyjazdów kitesurfingowych do Egiptu,
- kitesafari w Egipcie i Filipinach.