OSKM to już druga tego typu impreza organizowana przez Ozone. Tym razem za lokalizację wybrano położoną na wysokości 2330m Przełęcz Bernina w Alpach Retyckich.

Rozpoczęcie Ozone Snowkite Masters zaplanowano na 1 marca, a latawce miały królować nad przełęczą przez kolejne 5 dni. Tak jak na wszystkie imprezy snowkite’owe, na tę również wybrałem się z moim czeskim kolegą „Murphym” oraz z Kubą Winkowskim, który wystąpił w charakterze reportera.

Do Szwajcarii dojechaliśmy dzięki Maćkowi Kozerskiemu i uprzejmości Fiata, który wypożyczył nam na tę okoliczność Fiata Sedicci 4×4. Jadąc przez Czechy, zabraliśmy „Murphy’ego” i po niespełna 12 godzinnej podróży dotarliśmy do Szwajcarii.

boxy i kickery

Zaraz po przyjeździe poszliśmy obejrzeć spot. Widok był bardzo ciekawy, uwagę szczególnie przykuwał zbudowany specjalnie na OSKM snowpark. W jego skład wchodziły dwa fajne boxy oraz pięć różnej wielkości kickerów.

Wiatr wiał słabiutko, mimo to od razu zrobiliśmy sobie mały trening i pojeździliśmy prawie 3 godzinki. Później zakwaterowaliśmy się w hotelu oddalonym o 10 minut drogi od spotu. Zmęczenie po podróży dało o sobie znać i już około 18 byliśmy w łóżkach.

Następnego dnia do godziny 10 trwały zapisy. Wpisowe wynosiło 50 euro, w ramach którego każdy zawodnik dostawał powitalny Welcome Pack. Pierwszy start zaplanowany był na 12, lecz wiatr dochodził do 60 węłów i organizatorzy nie zdecydowali się rozegrać żadnej konkurencji.

OSKM czas zacząć

Kolejny dzień przyniósł wyraźną poprawę pogody. Gdy tylko wstaliśmy z łóżek, zauważyliśmy przedzierające się przez chmury słońce. Wiatr był zdecydowanie łagodniejszy niż poprzedniego dnia.

Mieliśmy chwilę na szybkie ogarnięcie się i już o 9.15 zameldowaliśmy się na spocie. Po niespełna godzinie zaczął się skippers meeting, na którym zdecydowano o rozegranie freestyle’u. Wiatr nadal był mocny, ale już nie tak szkwalisty. Podmuchy osiągały siłę do 25 węzłów.

Podczas odbywającej się konkurencji można było zobaczyć takie triki, jak: flat3, wysokie 720, kiteloop hp, frontmoby i wiele innych. Zarówno mnie, jak i „Murphy’emu” udało się dojść do półfinałów i zajęliśmy piąte miejsce.

Na drugim miejscu uplasował się Matthieu, a na pierwszym Chasta. Wśród narciarzy od najniższego stopnia w kolejności stanęli: Joann, Björn i Fabio. Po rozegraniu freestyle’u niebo było już bezchmurne i mimo że wiatr nadal był mocny, postanowiono rozegrać „Best Trick”, który wygrał „Murphy” swoim pięknym M-Zachem.

best line

Kolejnego dnia zaplanowano do rozegrania „Best Line”, lecz tym razem zbyt słaby wiatr nie pozwolił na to. Podjęto decyzję o rozegraniu jedynie „Race” w bardzo dziwnej formule, który wygrał Roger oraz Chasta.

Wtorek był ostatnim dniem na pozostałe konkurencje. Pogoda była bardzo zmienna, chwilami świeciło słońce, aby po chwili niebo pokryło się chmurami. W końcu zapadła decyzja o rozegraniu „Best Line”.

Konkurencja ta polegała na wjechaniu jak najwyżej za pomocą latawca z późniejszym typowo snowboardowym freeridowym zjazdem pomiędzy skałami z latawcem spakowanym w plecaku. Konkurencja była przeprowadzona pierwszy raz i spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem przez zawodników.

Również tego dnia odbyło się długo oczekiwane przez wszystkich afterparty. Miłym zaskoczeniem był dla nas fakt, że imprezę zorganizowano akurat w miejscowości, w której mieszkaliśmy, czyli w Pontresinie. Wszyscy bardzo dobrze się bawili i byli podekscytowani udaną imprezą.

Najlepszym snowkiterem Ozone Snowkite Masters na snowboardzie został Chasta, a na nartach Johan Civil. Środa była dniem przeznaczonym na foto i wideosesję, ale niesprzyjająca aura znowu dała się we znaki. Zdecydowaliśmy, że nie ma sensu czekać na poprawę pogody i szybko się spakowaliśmy.

powrót do domu

Wyjechaliśmy w stronę Czech. Droga do Ostrawy zajęła nam niecałe 9 godzin i tu elegancko ugościł nas „Murphy”. Nie obyło się też bez spotkania z lokalnymi holkami. Cały czas w drodze powrotnej przyświecał nam plan, by z Ostrawy wybrać się jeszcze na jedną sesyjkę snowkite’a w słowackie Tatry.

W rezultacie pojechaliśmy jednak do Zakopanego odpalić kite’a na Kasprowym. Jeszcze raz dziękujemy za wsparcie w wyjeździe Maćkowi Kozerskiemu, Fiatowi i Red Bullowi, bez których dotarcie na OSKM byłoby bardzo trudne, oraz moim sponsorom – Ozone, Nobile, Brunotti.

Pozdrawiam,

Filip Dymkowski,