Victor na zimowe tripy proponuje Brazylię, a konkretnie Taibę. Zawitał tam pierwszy raz prawie dwa lata temu i wraca, kiedy tylko ma okazje. Taiba to malutka lagunka położona w północnej części Brazylii. Znajduje się godzinę jazdy od Fortalezy.

Taiba - Brazylia

słynie z idealnego wiatru i fajnego klimatu. Prawie codziennie można spotkać zawodników Pucharu Świata, którzy zawsze motywują do progresu, a przede wszystkim w razie jakichkolwiek pytań służą pomocą. Malowniczy i egzotyczny klimat spotu sprawia, że jest to doskonałe miejsce do zrobienia fajnych fot i filmów. Poza tym w okolicy można znaleźć mnóstwo innych ciekawych miejsc do kite’owania.

Jeśli znudzi ci się freestyle na płaskiej wodzie lagunki, zawsze możesz przenieść się na wody Atlantyku. Tam nastaw się na prawdziwy kitesurfing, czyli pływanie na falach. Do zalet tego spotu można zaliczyć równy wiatr, często wstawiane slidery oraz chatkę, w której rybak serwuje między innymi zapiekany serek, kokosy, rybkę i colę.

Niestety, bez bungee trudno się tam dostać no i czasami robi się tam tłoczno. Sądzę jednak, że jest to miejsce godne uwagi. Dodatkowo przemawia za tym coraz niższa cena biletu lotniczego do Brazylii, a koszt utrzymania na miejscu nie jest duży.

Boracay (Filipiny)

to najpiękniejsze miejsce na świecie, w którym byłem. Ta egzotyczna wyspa ma długość 7 km i szerokość ok. 3 km. Wszędzie otacza nas bialutki piasek i palmy. Ludzie są bardzo sympatyczni i uśmiechnięci. Po jednej stronie wyspy znajduje się spot kitesurfingowo-windsurfingowy, na którym działają trzy szkółki.

Wiatr jest tam zawsze do brzegu, w związku z czym nikt sobie nie przeszkadza. Nawet w razie wywrotki wiatr i prąd zniesie nas i deskę do plaży. Jeśli mamy opanowane ostrzenie pod wiatr, możemy wypłynąć trochę dalej i podziwiać wspaniały widok brzegu, na którym rosną palmy i w niektórych miejscach widać drewniane chatki.

Woda jest cieplutka i ma odcień jasnoniebieski. Jest bardzo przejrzysta i w trakcie jazdy można obserwować tętniące życiem dno. Należy uważać jednak na mogące nam zrobić krzywdę jeżowce.

White beach - Boracay

Zaraz po drugiej stronie wyspy (zaledwie 5 min na piechotę) znajduje się „white beach”, która ma długość ok. 5 km. Jest to plaża pełna restauracji, sklepików, straganów z pamiątkami oraz innych rozrywek. Wszystko jest tam niesamowicie tanie.

Obiad, którym naprawdę można się najeść, kosztuje 6–7 zł. Profesjonalny masaż to koszt około 30 złotych. To niewiele za późniejszy 100-procentowy relaks psychiczny i fizyczny. Wieczorem można wyskoczyć na fajną imprezę na plaży.

Dzięki moim sponsorom – mówi Victor – i wspaniałemu kompanowi, który pomaga mi już od paru lat – Red Bullowi – wybieram się na początku października do Perth w Australii. Planuję zostać tam przez pół roku i nauczyć się kilku konkretnych tricków. Postaram się regularnie pisać, co dzieje się w Australii, no i oczywiście… czy warto tam pojechać.

W następnym numerze zamieścimy relację z pobytu Adama Borysa w Mui Ne w Wietnamie. Janek pokaże foty z Portugalii. Łukasz Ceran przekaże najnowsze wieści z Brazylii, a Marek Zach opowie o Mauritiusie, dokąd i ja niedługo się wybieram. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie na mój adres e-mailowy: mariusz@h2o-magazyn.home.pl

Autor: Mariusz Korlak

Zapoznaj się z ofertą WaterSportsCenter: